Kategorie zapisu: co autor pisze w drzewie¶
Rejestr kategorii, w których pisze się drzewo toru składu:
co każda z nich mówi, czego odmawia i co kosztowała.
Rejestru nie czyta się od góry — czytelnik przebiega go do swojego wpisu.
Na jakim poziomie te kategorie stoją i czemu nie są kategoriami polszczyzny,
rozstrzyga sklad.md.
Deklarują je olski/skład/składnia.py oraz olski/skład/opowieść.py.
Dwie sekcje ostatnie mówią, skąd wzięła się kolejka, w której te kategorie powstawały.
Tekst wie to, czego zdanie o sobie nie wie¶
Zdanie skompilowane osobno wypisuje każdą rzecz pełną nazwą
i stawia ją w czasie, w którym stoi samo.
Tekst wie dwie rzeczy więcej i obie zmieniają to, co wychodzi,
więc olski.skład.opowieść stoi nad olski.skład.składnia, a nie obok.
Pierwszą jest czas. Opowieść mówi o tym, co się stało, i mówi tak o wszystkich swoich zdarzeniach, więc czas przeszły jest własnością opowiadania, a nie któregokolwiek z nich. To samo drzewo opowiedziane jako to, co się dzieje, dałoby czas teraźniejszy, i dlatego czasu nie ma w drzewie, tylko w kontekście, w którym drzewo się wypisuje.
Drugą jest tożsamość.
Podmiot powtarzany zdanie po zdaniu czyta się źle,
a polszczyzna ma na to sposób zwykły i tani: opuszcza go,
bo osobę, liczbę i rodzaj niesie sam czasownik.
Żeby go opuścić, trzeba wiedzieć, że dwa wystąpienia lematu są tą samą rzeczą,
a tego jedno drzewo nie ma czym powiedzieć.
Niesie to Postać, a rozstrzyga o tym zmienna, którą jej nadano:
dwa razy napisany R.bazyliszek jest dwoma bazyliszkami,
a dwa razy użyta jedna Postać jest jednym.
Tożsamość jest więc deklaracją autora, a nie wnioskiem ze słownika synonimów,
i widać to w tej samej opowieści na drugim określeniu:
bazyliszek i potwór są dla tego kompilatora dwiema rzeczami.
Opuszczenie jest wąskie i jest wąskie z tego samego powodu,
dla którego po drugiej stronie stoi kryterium jednego czytania:
opuszczenie, po którym zdanie czyta się dwojako, nie jest oszczędnością.
Warunki trzyma pomijalny w olski/skład/składnia.py,
a nie akapit, bo o to samo pyta ciąg zdarzeń wewnątrz jednego zdania,
i jeden z nich jest tu wart powtórzenia,
bo mówi, czym ta ostrożność się mierzy.
Po opuszczonym podmiocie zostaje forma czasownika i nic poza nią,
więc podmiot wraca stamtąd tylko wtedy,
gdy nikt inny tej samej formy z tego czasownika nie wyciąga.
Kufer stojący w piwnicy nie odbiera córce krawca niczego, bo rodzaj ma inny,
a skrzynia odbiera jej rodzaj żeński i wtedy podmiot staje wypisany.
Liczy się to tym czasownikiem, który podmiotu nie wypisze,
bo różnice, których on nie robi, nie są różnicami dla czytelnika:
czas przeszły rozdziela rodzaje, a teraźniejszy nie rozdziela żadnego.
Zdanie podrzędne jest tu wskazaniem rzeczy¶
Podrzędność jest miejscem, w którym ten zapis mógł rozjechać się z poziomem, na którym stoi. Zdanie w zdaniu jest kategorią składni, a nie dziedziny, i kategoria o takiej nazwie ściągnęłaby cały ten tor na trzecią architekturę, czyli na rozbiór zdania pisany z góry.
Kategorią, która z tego wyszła, jest wskazywanie.
Jaki wskazuje rzecz cechą, Opis w olski/skład/składnia.py wskazuje ją zdarzeniem,
a pytanie jest w obu wypadkach jedno i jest pytaniem o rzecz:
o którą z nich mowa.
kamienne postaci i kamienne postaci, których nikt nie liczył
wskazują więc tak samo i różnią się tym, czym wskazują,
a nie tym, że do drugiego doczepiono zdanie.
Że wychodzi z tego przydawka zdaniowa wraz z zaimkiem względnym i dwoma przecinkami,
rozstrzyga linearyzacja, tak samo jak rozstrzyga przypadek.
Miejsce, które w zdaniu podrzędnym zostaje zaimkiem, nie jest zapisane.
Autor pisze rzecz raz i stawia tę samą zmienną w zdaniu, które ją wskazuje,
czyli robi to, co robi z Postać powyżej:
tam ta sama zmienna dwa razy jest jedną rzeczą w dwóch zdaniach,
a tutaj jest jedną rzeczą w zdaniu nadrzędnym i podrzędnym naraz.
Mechanizm jest ten sam co przy opuszczaniu podmiotu i stoi w jednym miejscu:
Kontekst niesie to, czego wypisywane drzewo o sobie nie wie,
a jedna funkcja rozstrzyga, czy rola wychodzi nazwą, czy zaimkiem.
Co ta kategoria kupuje poza rytmem, widać na przypadku tego zaimka.
których nikt nie liczył stoi w dopełniaczu,
bo w zdaniu podrzędnym stoi na pozycji dopełnienia czasownika zaprzeczonego,
a rodzaj i liczbę bierze z rzeczy, która stoi w zdaniu nadrzędnym.
Dopełniacz negacji sięga więc zaimka tak samo, jak sięgnąłby rzeczy postawionej tam,
i nie ma na to w kompilatorze osobnej gałęzi.
Autor nie pisze przy tym ani przypadka, ani rodzaju, ani zaimka,
ani tego, że zdanie podrzędne otwiera się nim niezależnie od roli, którą on w nim ma.
Reszta zdania złożonego wychodzi z czterech innych kategorii: okoliczności wyrażonej zdarzeniem, dopełnienia wyrażonego zdarzeniem, treści oraz następstwa.
Jedna granica leży przy tym w środku samej kategorii.
Wskazana rzecz musi stać w zdaniu podrzędnym na pozycji, z której wyjdzie na czoło,
czyli sama albo pod przyimkiem, a nie pod grupą imienną,
więc kot, którego ogon goni mysz jest zdaniem polskim, którego stąd nie ma.
Zgłasza się ono przy budowaniu drzewa, i to jest tu jedyna obrona,
bo zaimek zostawiony w środku zdania podrzędnego wyszedłby tekstem,
którego nikt nie chciał napisać.
Okoliczność nie pyta, czy stoi pod nią rzecz, czy zdarzenie¶
Podrzędność, która rzeczy nie wskazuje, dochodzi do tego zapisu
kategorią, którą on już ma, a nie kategorią nową.
Okolicznik niesie relację i to, co pod nią stoi,
a stanąć może rzecz albo zdarzenie, bo pytanie stawia się jedno:
w nocy i gdy zgasła świeca odpowiadają, kiedy.
Z tego samego powodu dochodzi ona jednakowo do zdania o czynności
i do orzeczenia imiennego: Kot jest zwierzęciem w piwnicy.
mówi, gdzie, i pytanie o to nie zależy od tego, czym zdanie orzeka.
Pod orzecznikiem taka okoliczność nie stoi i jest to rozstrzygnięcie:
w piwnicy czyta się w tym zdaniu i o byciu, i o zwierzęciu,
a drzewo mówi jedno, bo okolicznik dochodzi w nim do orzekania,
tak jak dochodzi do zdarzenia, a do rzeczy nie dochodzi nigdzie.
Różnica między nimi jest różnicą w polszczyźnie, a nie w drzewie,
i cała siedzi w słowie, którym relacja wychodzi na wierzch.
Przed rzeczą stoi przyimek, który rządzi przypadkiem,
i bierze go z olski/skład/przyimki.py;
przed zdarzeniem stoi spójnik, który nie rządzi niczym,
bo zdanie podrzędne rozdaje przypadki własne,
więc olski/skład/spójniki.py mówi o nim mniej: to, w jakiej stoi relacji.
Tyle jednak wystarcza, żeby Kiedy.bo się zgłosiło,
i jest to ta sama odmowa, którą tamten plik wydaje na Skąd.do.
Świadka ten leksykon ma przy tym pełniejszego niż tamten:
SGJP odróżnia spójnik podrzędny od współrzędnego,
więc i dopisane do tej tabeli zgłasza się w teście, a nie w tekście.
Słowa tego bywa zero, i nie jest to trzeci rodzaj okoliczności.
Narzędzie polszczyzna wyraża samym narzędnikiem,
a czas wyraża i tak, i tak: wieczorem obok w nocy.
Zapis idzie za tym i nie dokłada nic:
Czym(R.lustro) oraz Kiedy(R.wieczór) wołają przestrzeń nazw relacji,
a Kiedy.w(R.noc) sięga w niej po słowo,
więc relacja bez przyimka nie ma osobnej funkcji ani osobnej kategorii.
Wpis w olski/skład/przyimki.py stoi tam mimo to, bo przypadek trzeba skądś wziąć,
a takie pary są jedynymi, których słownik nie ma czym potwierdzić:
świadkiem jest znakowanie przyimka, a przyimka tam nie ma.
Skutek jest w tym leksykonie odwrotnością przyczyny i mówi to samo,
a różni się tym, przy którym zdarzeniu stoi:
bo wprowadza zdanie o tym, skąd się wzięło to, przy czym stoi,
a więc zdanie o tym, co z niego wyszło.
Wybór między nimi jest wyborem głowy i widać go w tekście,
bo głowa wypada pierwsza:
Wzrok potwora zamieniał ludzi w kamień, więc mieszczanie zabili okna deskami.
opowiada zdarzenia w kolejności, w której zaszły, a to samo napisane przez bo
opowiada je od końca.
Nazwy pytania ta relacja przy tym nie ma i nazywa się relacją,
bo polszczyzna pytania o skutek jednym słowem nie ma;
tyle jest w tej konwencji nazw, ile jest w niej pytań.
Wysunięcie takiej okoliczności na czoło jest zwykłym Wyróżnienie,
więc Gdy bazyliszek otworzył oczy, czeladnik zasłonił twarz lustrem.
i to samo zdanie z okolicznością na końcu
są jednym drzewem z jednym znacznikiem różnicy,
a nie dwoma wariantami linearyzacji.
Wysunąć się jednak nie da wszystkiego i rozstrzyga o tym leksykon,
bo jest to fakt o słowie:
Ponieważ zgasła świeca, córka krawca nie wróciła. jest zdaniem polskim,
a to samo zdanie z bo na czele nie jest,
choć oba te spójniki stoją w jednej relacji.
Jest to jedyne miejsce w tym pakiecie, w którym leksykon mówi o kolejności,
i jedyna jego kolumna bez świadka w słowniku,
bo SGJP nie odróżnia tych dwóch słów niczym.
Świadka daje jej za to bank drzew:
gdyż nie otwiera w nim ani jednego zdania, a gdy dwie piąte swoich wystąpień
i to samo rozstrzygnięcie stoi po stronie analizy, w dwóch listach lematów
(konstrukcje-gramatyczne/podrzędność.md),
bo jest to fakt o słowie, a nie o kierunku, w którym się go używa.
Okoliczność wyrażoną zdarzeniem gramatyka od niedawna wyprowadza,
więc obieg zamyka się i na niej:
Program zapisuje ustawienia, bo linter sprawdza tekst.
wraca z napisu tym drzewem, z którego wyszło,
a relację czyta rozbiór z tego samego leksykonu, tyle że wspak
(RELACJE_SPÓJNIKÓW w olski/skład/rozbiór.py).
Skutek jest jedynym wpisem tej tabeli, który stąd nie wraca,
bo więc spina dwa zdania przecinkiem i spójnikiem naraz,
a gramatyka bierze zdania spięte jednym z tych znaków albo drugim
(subset.md),
i to jest ta różnica między kierunkami, którą widać dopiero na obiegu.
Przecinek zaś jest przez to własnością konstytuenta, a nie znakiem w napisie.
Zdanie podrzędne oddziela się nim z każdej strony, przy której coś stoi,
więc konstytuent nie wie o swoich przecinkach tego, co o nich rozstrzyga,
i wiedzieć nie może: rozstrzyga o nich sąsiad.
linearyzuj zwraca przez to Kawałek, czyli napis wraz z żądaniami,
a jedna funkcja te żądania spełnia i stawia jeden przecinek tam,
gdzie dwóch sąsiadów zażądało go naraz.
Krańce zdania nie spełniają żadnego, i to zdejmuje dwa warunki:
kropka nie staje po przecinku, a lista nie dostaje dwóch.
Bez tego pola przecinek jedzie w napisie, a każde miejsce,
które po konstytuencie coś stawia — a jest ich trzy — czyta go z ogona tego napisu.
Dopełnienie nie pyta, czy stoi pod nim rzecz, czy zdarzenie¶
To samo, co okolicznik
robi z okolicznością, dopełnienie robi z uczestnikiem zdarzenia.
Czeladnik zaczął pracę. i Czeladnik zaczął pracować.
odpowiadają, co zaczął, i różnią się tym, czy zaczął rzecz, czy zdarzenie,
a nie tym, że do drugiego doczepiono zdanie.
Że wychodzi z tego raz biernik, a raz bezokolicznik bez podmiotu,
rozstrzyga linearyzacja, tak samo jak rozstrzyga przypadek.
Przypadek tej pozycji przychodzi z ramy, a nie z drzewa,
i jest to ta sama zasada, którą niesie cały ten zapis:
przypadek bierze się z pozycji, a nie z tego, co autor napisał.
Czeladnik szukał córki krawca. i Czeladnik zasłonił twarz.
wychodzą przez to z drzew jednego kształtu i stoją w dwóch przypadkach,
bo szukać biernika nie bierze i dopełniacz jest tym, co jego rama ma.
Widać na tej parze i to, dokąd sięga przeczenie:
dopełniacz negacji wchodzi w miejsce biernika i dopełniacza z leksykonu nie rusza,
bo nie ma tam czego zmienić.
Rama wychodzi przy tym z leksykonu zbiorem pozycji (rama w olski/walencja.py),
więc pytanie pada tu raz na pozycję postawioną w drzewie,
a nie raz na pozycję, którą ta kategoria zna,
i pozycja dopisana do leksykonu nie dokłada gałęzi w konstruktorze.
Wykonawca jest tu tym, czego bezokolicznik o sobie nie mówi,
i dlatego stoi w drzewie, a nie w formie.
Autor pisze tę samą zmienną dwa razy, raz przy czasowniku i raz pod nim,
czyli robi to, co robi przy Postać i przy Opis,
a konstruktor zdania o czynności — Robi w olski/skład/składnia.py —
sprawdza, że są to te same obiekty.
Zapisu na to poza zmienną nie ma i nie ma być:
znacznik postawiony przy bezokoliczniku mówiłby o zdaniu,
a to drzewo mówi o tym, kto co robi.
Podmiot nie staje przez to w takim zdaniu nigdy,
i jest to drugi powód, dla którego podmiotu w tekście bywa nie widać.
Pierwszym jest forma czasownika, z której czytelnik go odzyskuje
(wyżej),
i tamten warunek mierzy się tym, co po opuszczeniu zostaje.
Tu nie zostaje nic, bo bezokolicznik nie niesie ani osoby, ani rodzaju,
więc tamten warunek odpowiada odmownie zawsze, a podmiot i tak nie staje.
Dwa powody spotykają się w jednym miejscu — _podmiot w olski/skład/składnia.py —
i to jest wszystko, co je łączy.
Odmów jest przy tej pozycji dwie i każda broni przed czym innym.
Pierwsza jest leksykonu i broni przed czasownikiem, który bezokolicznika nie bierze.
Waży ona więcej niż ta sama odmowa przy bierniku,
bo bezokolicznik nie zgadza się z niczym:
drzewo, które postawiło go przy zamykać, wychodzi tekstem zgodnym gramatycznie
i nieistniejącym — Kot zamyka spać. —
a leksykon jest jedynym świadkiem, jakiego ta pozycja ma.
Druga jest drzewa i broni przed cudzym wykonawcą.
Czeladnik chciał, żeby córka krawca wróciła. jest zdaniem polskim,
którego bezokolicznik nie wyraża,
więc drzewo żądające go dla cudzego zdarzenia nie ma wyjść tekstem,
w którym wróciłby czeladnik.
Tego, że pytanie o kontrolę pada raz, nie zawdzięcza przy tym drzewo sobie:
Walenty rozdziela kontrolę,
więc chcieć bezokolicznik dostaje, a kazać nie dostaje go wcale,
bo jego wykonawca stoi w celowniku,
a celownik obok bezokolicznika jest drugą pozycją ramy,
której gramatyka podzbioru nie ma
(subset.md).
Przeczenie sięga przez tę pozycję o piętro niżej i nie ma na to gałęzi.
Nie chciał wynieść lustra. przeczy raz, przy czasowniku osobowym,
a przypadek zmienia się przy bezokoliczniku,
więc Kontekst niesie przeczenie w dół tak samo, jak niesie wykonawcę.
Jest to ten sam dopełniacz negacji, który
sięga zaimka względnego,
i tam, i tu policzony w jednym miejscu.
Granica tej kategorii leży tam, gdzie granica wskazywania, i z innego powodu.
lustro, które chciał wynieść jest zdaniem polskim, którego stąd nie ma,
bo rzecz wskazana stoi w bezokoliczniku, czyli o dwa piętra od czoła,
a Opis schodzi po nią jedno.
Zgłasza się to przy budowaniu drzewa, jak każda z tych granic.
Kopulę wybiera autor, bo bycie i stawanie się są dwiema rzeczami¶
Jan jest nauczycielem. i Jan zostaje nauczycielem. orzekają o tym samym
i różnią się tym, czy mówią o zmianie,
a różnica ta jest kategorią dziedziny, a nie formą do policzenia.
Kopula stoi więc w drzewie polem, tak samo jak czynność,
i wybiera ją autor, a nie kompilator.
Wybór ogranicza leksykon i jest to ta sama odmowa, którą dostaje czynność:
orzecznik w narzędniku bierze kopula i nikt poza nią,
więc zapisywać postawione w tym miejscu zgłasza się.
Odmowa idzie i w drugą stronę: czasownik, który orzeka orzecznikiem,
nie orzeka czynnością, więc Parser jest. nie wychodzi ze składu tak samo,
jak nie wyprowadza się z olskiego.
Jest to jedyny wpis tego leksykonu pisany ręką,
bo Walenty mówi o być to samo, co o każdym innym lemacie,
i dlatego odjęcie kopuli stoi w jednym miejscu na oba kierunki
(walencja.md).
Uczestników bywa dwóch i rozdziela ich kategoria, a nie kolejność¶
Parser pokazuje autorowi czytania. ma poza działającym dwóch uczestników
i nie są oni wymienni:
ten, komu się rzecz pokazuje, jest kimś innym niż to, co się pokazuje.
Drzewo ma więc powiedzieć, który jest który, a ma na to dwa sposoby:
kolejność argumentów albo kategorię.
Kolejność odpada, bo ten zapis nie mówi kolejnością nic nigdzie indziej.
Role czyta się w nim z nazw i rozstrzyga o tym
olski/skład/słownik.py,
a argument dopisany w środku zmieniałby wtedy zdanie
bez żadnego śladu w miejscu, w którym go dopisano.
Kategorią jest Komu, a nazwą jest w niej pytanie —
tak samo jak przy relacjach okolicznikowych — bo polszczyzna nie ma na tego
uczestnika jednego słowa:
dawać stawia tam odbiorcę, pomagać tego, komu się pomaga,
a dziękować tego, komu się dziękuje.
Że wychodzi z tego celownik, rozstrzyga rama, i jest to ta sama droga,
którą przypadek dostaje
dopełnienie.
Rama wychodzi z leksykonu zbiorem pozycji, a nie odpowiedzią na jedno pytanie,
i widać to na parze czasowników:
pokazywać ma w niej biernik obok celownika, a pomagać ma sam celownik,
więc Linter pomaga autorowi. wychodzi ze składu,
a to samo drzewo z rzeczą w miejscu dopełnienia zgłasza się.
Treść jest zdarzeniem, o którym ktoś coś sądzi¶
Ta sama pozycja bierze rzecz, zdarzenie wykonywane
i zdarzenie, o którym podmiot tylko coś orzeka,
a trzecie z nich jest osobną kategorią, bo pytanie przy nim jest inne.
Czeladnik chciał zejść. mówi, co czeladnik zrobi,
a Czeladnik wiedział, że postaci stały pod ścianą. mówi, co on o świecie sądzi.
Nosi tę kategorię Treść w olski/skład/składnia.py,
i tam też stoi powód, dla którego jest zawinięciem, a nie wnioskiem z drzewa:
to samo zdarzenie stoi pod chcieć i pod wiedzieć, a mówi dwie różne rzeczy,
więc różnicy nie ma z czego policzyć.
Rozstrzyga o niej przez to autor, a nie kompilator zgadujący z podmiotów,
i jest to ta sama postawa, którą trzyma
przegląd:
zgłaszać albo pytać, a nie podmieniać drzewo za autora.
Jest to jedyna rzecz, którą ten zapis ma na wnętrze postaci, i po to tu jest. Jedno zdanie o tym, w co postać nie wierzy, mówi o niej więcej niż zdanie o tym, jaka ona jest, i mówi to bez nazywania emocji, czyli bez usterki, którą fiction.md wylicza. Legenda o bazyliszku stoi na tym całym akapitem pierwszym: każde z trzech zdań, które on orzeka, wraca potem w innym akapicie, a dwa z nich wracają jako to, co postać o świecie sądzi, przy czym jedna sądzi przecząco i przez to schodzi do piwnicy.
Od bezokolicznika w tej samej pozycji różni ją podmiot,
który stoi w drzewie, zamiast przychodzić z góry,
i z tego jednego idą trzy rzeczy, z których żadna nie ma osobnej gałęzi.
Kontroli nie ma tu czego pytać.
Dopełniacz negacji nie sięga w dół, bo zdanie podrzędne rozdaje przypadki własne,
więc Nie wierzył, że wyniosła kufer. przeczy jednemu czasownikowi,
a drugi zostaje przy swoim bierniku.
Podmiot wypisuje się w takim zdaniu zawsze, także gdy jest tym samym,
o którym orzeka czasownik nad nim, bo opuszczenie w zdaniu podrzędnym
odsyłałoby czytelnika o piętro wyżej.
W drugą stronę ten podmiot sięga jednak zdania obok
i jest to jedyne miejsce, w którym treść zmienia coś poza sobą.
Wiedział, że skrzynia stała w piwnicy. odbiera zdaniu następnemu opuszczenie
dokładnie tak, jak odbiera je to samo zdarzenie postawione pod bo,
bo warunek mierzy to, na kogo czytelnik trafia, a nie to, czym ten ktoś jest
w zdaniu (wyżej).
Widać to w samej legendzie: Czeladnik wiedział, że pod ścianą stały postaci.
podmiot opuszcza, bo postaci wyciągają z tego czasownika formę mnogą,
a to samo zdanie o bazyliszku wypisałoby czeladnika,
bo w czasie przeszłym obaj wyciągają z niego wiedział.
Spójnik jest tu jeden i stoi w klasie, a nie w leksykonie,
czyli odwrotnie niż przy okoliczności, gdzie autor wybiera między bo i ponieważ.
Polszczyzna wybiera go tu za autora: że mówi, że tak jest, a żeby, że tak ma być,
i to drugie jest inną kategorią dziedziny, której to drzewo nie ma.
Odsłoniła ta pozycja jeszcze jedną, i jest nią czas zdania podrzędnego;
obie trzyma todo/, a co pokazały,
mówi czego nie spełniono.
Następstwo zdarzeń jest kategorią, a spójnik jego wnioskiem¶
Ciąg w olski/skład/składnia.py bierze kilka zdarzeń i wypuszcza jedno zdanie,
a kategorią dziedziny jest w nim następstwo:
jedno stało się po drugim i jest to jedna rzecz do opowiedzenia.
Węższe to jest niż polskie i, które łączy także zdarzenia równoczesne,
i węższe z rozmysłu, bo kolejność zdarzeń niesie tu kolejność zapisu.
Koordynacją bytów piętro wyżej to nie jest,
i widać to na tym, czego żąda opuszczenie podmiotu.
Byty stoją w jednej roli i żaden nie ma czasownika,
a zdarzenia mają go po jednym, więc drugie z nich podmiotu nie powtarza.
Rozstrzyga o tym ten sam pomijalny,
który rozstrzyga o tym między zdaniami,
bo pytanie jest jedno: czy czytelnik odzyska podmiot, którego nie ma.
Wspólna zostaje im interpunkcja, bo listę obie piszą tak samo,
i stoi ona w jednym miejscu z tego właśnie powodu.
Najpierw tekst, potem drzewo, na końcu biblioteka¶
Kolejność, w której powstał opowieści/bazyliszek.py, była odwrotna do zwykłej.
Najpierw stanął polski tekst, który miał wyjść,
potem drzewa, z których miał wyjść, a dopiero po nich to,
czego tym drzewom w bibliotece brakowało.
Kolejka konstrukcji wzięła się więc z tekstu, a nie z listy spisanej z góry,
i wyszło z niej co innego, niż wyszłoby z README:
opowieść żąda czasu przeszłego, przeczenia i okoliczników miejsca,
a README, które stoi w czasie teraźniejszym, nie żąda żadnej z tych rzeczy.
Kosztu ta kolejność ma tyle, że tekst wybrany pod kompilator mówi o kompilatorze mniej niż tekst, którego nikt pod niego nie pisał, i dlatego kryterium wyjścia toru zostaje przy README (roadmap.md). Zysk jest za to natychmiastowy: tekst napisany pod jedną legendę mieści się w jednym pliku i w jednej sesji, a każda rzecz, której z niego nie dało się wypuścić, jest brakiem pokazanym na zdaniu zamiast wyliczonym w planie.
Lepszy tekst żąda czego innego niż dłuższy¶
Ta legenda przechodzi ten cykl kilka razy i za każdym nie po to, żeby stanęło w niej więcej zdań, tylko po to, żeby była opowieścią, a nie ciągiem zdań o jednym temacie. Kolejkę ustawia więc to, czego opowieści brakuje jako opowieści, i wychodzi z tego co innego, niż wyszłoby z listy konstrukcji.
Żądania te rozdzielają się warstwą, która za nie zapłaciła, i to ona jest tu porządkiem, bo kolejność, w której padły, nie niesie nic: nie jest ani czasem, ani wagą. Jedne zostały w składni i wyszły z nich nowe kategorie. Jedne zeszły o warstwę niżej, do wyboru formy i do czytania cudzego słownika, i to jest ustalenie tej sekcji, bo raz nie jest zbiegiem, a trzy razy nie jest. Jedno zapłaciło samym zapisem, nie ruszając ani kategorii, ani formy. A dwa nie zostały spełnione i to one pokazały ceny, których nikt przed nimi nie wycenił.
Co zostało w składni¶
Pierwszym żądaniem jest zakończenie, które nie mówi, o czym opowieść była, i to żądanie stoi w fiction.md wprost, razem z drugim, które to samo zakończenie spełnia: nie wypada ono dobrze. Obok niego stoi powód, dla którego ktoś schodzi do piwnicy, a ten jest rozstrzygnięciem tej opowieści, a nie pozycją z tamtego katalogu. Najbliżej stoi tam płaskie wnętrze postaci, czyli usterka o tym, czego postać nie ma, a nie o tym, czego nie robi.
Oba prowadzą do jednego, i to jest tu ustalenie:
powód i puenta, która nie podsumowuje, żądają zdania podrzędnego.
Zdanie, które nie streszcza, musi coś pokazać,
a rzecz pokazana bez podsumowania jest rzeczą, którą trzeba wskazać,
i tego jedno zdanie proste nie robi.
Wyszedł z tego Opis powyżej,
czyli kategoria dziedziny w miejscu, w którym
roadmap.md trzymała podrzędność,
i pokrywa on z niej tyle, ile podrzędność wskazuje rzecz, a nie więcej.
Drugie żądanie jest o rytm i stoi w tamtym katalogu wprost.
Jednostajność — zdania jednej długości,
jeden kształt zdania powtórzony przez cały tekst — jest tam usterką wymienianą
jako właściwość prozy modelowej, a opowieść złożona z samych zdań prostych ma ją całą.
Zdanie długie nie powstaje jednak z dwóch krótkich postawionych obok siebie:
potrzebne jest to, co je łączy, i stąd wzięły się
następstwo
wraz z okolicznością wyrażoną zdarzeniem.
Bez nich Podniosła deskę i zeszła po schodach. rozpada się na dwa zdania,
a przyczyna, którą niesie bo, zostaje czytelnikowi do wyciągnięcia
z dwóch zdań postawionych obok siebie i niepołączonych niczym.
Trzecie wróciło do usterki, którą pierwsze zaczęło, i nie dało się nią załatwić.
Postać, która czegoś chce, ma wnętrze, a postać, która coś robi, ma tylko czynność,
i tego zdanie podrzędne nie kupuje:
Opis mówi, o którą rzecz chodzi, a nie czego ta rzecz chce.
Kupuje to dopełnienie wyrażone zdarzeniem,
i legenda żąda go dwa razy w dwóch różnych rolach.
Raz jest powodem: córka krawca chce wynieść kufer,
i to zdanie stoi teraz przed świecą, bo powód wyprzedza czynność.
Raz jest kontrastem: nikt nie chce zejść do piwnicy, a czeladnik chce,
i tyle wystarcza, żeby o czeladniku nie mówić, jaki jest,
czyli żeby nie napisać zdania, którym
fiction.md nazywa nazwanie emocji zamiast pokazania jej.
Poza tym echem to samo żądanie zdjęło z opowieści jedno zdanie o niczym:
zamiast Nikt nie zszedł po schodach. stoi w niej miasto, które stoi na ulicy.
Czwarte poszło dalej tą samą usterką i doszło tam, gdzie wola nie dochodzi. Postać, która czegoś chce, ma wnętrze płaskie, bo chcieć czegoś to znaczy zmierzać do rzeczy, którą opowieść i tak pokaże; postać, która sądzi o świecie coś, czego świat nie potwierdza, ma je własne. Legenda stoi na tym akapitem pierwszym: orzeka on trzy rzeczy, a każda z nich wraca potem w innym akapicie. Córka krawca nie wierzy w bazyliszka i dlatego schodzi po kufer, czyli jej powód jest teraz pomyłką, a nie odwagą; czeladnik wie o kamiennych postaciach i dlatego bierze lustro; a trzecie zdanie, o wzroku potwora, wraca na końcu przeciw temu, do kogo należał. Wyszła z tego treść, a wraz z nią jedno zdanie mniej o tym, jaka postać jest, bo tego zdania w tej legendzie nie ma ani jednego.
Piąte jest po prostu tanie.
Trzy relacje okolicznikowe dopisały się bez namysłu,
bo w nocy, po schodach i wśród kamiennych postaci są tym,
czym opowieść odmierza czas i ruch, a nie nową kategorią.
Jedna z nich niesie przy tym coś poza sobą:
w nocy stoi w tym samym przypadku co w piwnicy,
więc jest wpisem, po którym w tekście nie zmienia się nic,
i pokazuje, że relacja nazywa to, co autor powiedział,
a nie to, w czym mu to wyjdzie.
Co zeszło warstwę niżej¶
Pierwsze zejście wyszło z tego samego żądania, co Opis powyżej,
i jest ciekawsze niż ono, bo kolejka nie została w tej warstwie.
Zaimek względny wychodził z morfologii jako któren,
czyli forma, którą SGJP odsyła do gwary,
więc nowa konstrukcja składniowa zażądała kryterium wyboru formy,
stojącego pod nią o dwie warstwy niżej
(kwalifikator).
Plan tego tak nie ustawia i nie ma jak ustawić:
roadmapa trzyma wybór formy jako etap 3, a podrzędność jako część etapu 5,
i wywód za tą kolejnością się nie zmienia.
Tekst nie czyta jednak numeracji i płaci od razu za wszystko,
czego wymaga zdanie, które ma z niego wyjść.
Drugie zejście przyszło stamtąd, gdzie pierwsze,
i dotknęło opuszczania podmiotu, czyli tego, co widać dopiero nad tekstem.
Zdanie podrzędne wstawia przed podmiot cudzy podmiot,
więc Gdy bazyliszek otworzył oczy, zasłonił twarz lustrem.
mówi, że twarz zasłonił bazyliszek.
Ten sam podmiot w zdaniu obok jako jedyny warunek nie wystarcza,
i pokazuje to zdanie złożone, choć nie jest to warunek o zdaniu złożonym.
Warunek, który stoi tam zamiast niego, mierzy to, co po opuszczonym podmiocie zostaje,
czyli formę czasownika (wyżej),
i sięga tak samo zdania obok:
skrzynia postawiona w piwnicy zamiast kufra odbiera córce krawca opuszczenie,
choć stoi w zdaniu podrzędnym, którego opowieść jest o czym innym.
Trzecie i czwarte zeszły do cudzego słownika, oba z pozycji dopełnienia,
i to one czynią z tej pary ustalenie, bo dwa razy pod rząd nie jest zbiegiem.
Bezokolicznik nie zgadza się z niczym, więc kategoria dziedziny postawiona wysoko
zażądała czytania Walentego o dwie warstwy niżej,
tak jak wskazywanie rzeczy zażądało kryterium wyboru formy.
Czytanie jest przy tym o kontroli, a nie o kształcie frazy,
bo chcieć i kazać biorą w polszczyźnie ten sam bezokolicznik
i wskazują nim dwóch różnych ludzi.
Treść zażądała trzeciego zdania z tego samego słownika i o kontrolę nie pyta,
bo zdanie podrzędne niesie podmiot własny;
pyta o samą pozycję, i pyta o nią tym mocniej,
że zamykać bierze biernik, a Kot zamyka, że mysz śpi. nie jest zdaniem polskim.
Wyszło z tego coś, czego niezmiennik obiegu nie zapowiadał:
plik leksykonu jest wspólny, a dwa z trzech zdań, które on mówi, czyta jeden kierunek.
Bezokolicznik parser zmierzył i nie kupiło mu to zawężenie ani jednej jednoznaczności,
a zdania podrzędnego tamta gramatyka nie ma wcale, więc nie ma tam czego mierzyć;
liczby trzyma walencja.md.
Co zapłaciło samym zapisem¶
Jedno żądanie jest o czasie i kosztowało jeden wpis w leksykonie przyimków.
Opowieść nie mówiła, ile go mija między zejściem dziewczyny a zejściem czeladnika,
więc miasto stało przed kamienicą w tej samej chwili, w której gasła świeca.
Trzy pory dnia zdejmują to bez żadnej kategorii nowej —
noc, ranek i wieczór — a wieczór jest tym, który zażądał czegoś od zapisu:
polszczyzna mówi wieczorem samym narzędnikiem, bez przyimka.
Wyszło z tego zniesienie osobnej funkcji na narzędzie:
relacja bez słowa jest wywołaniem swojej przestrzeni nazw
(wyżej),
więc Czym(R.lustro) i Kiedy(R.wieczór) piszą się jednym kształtem,
a dwie funkcje na jedną kategorię nie powstały.
Czego nie spełniono¶
Anafora spełniona nie została,
a cena, którą pokazała, jest tu ustaleniem osobnym.
Opowieść wypisuje rzecz pełną nazwą tam, gdzie polszczyzna napisałaby zaimek,
i widać to na wzroku potwora postawionym dwa razy.
Zaimek osobowy w roli innej niż podmiot ma jednak warunek
ostrzejszy niż opuszczenie podmiotu:
zaimek niesie rodzaj i liczbę, a nie osobę,
więc blokuje go każda rzecz stojąca obok o tej samej formie zaimka,
a takich rzeczy jest w tej legendzie tyle, że pozycja zwalnia się prawie nigdzie.
Drugą połową ceny jest szyk, i to ona jest tu nowa:
Chciał ją znaleźć. stawia zaimek przed czasownikiem osobowym,
czyli poza zdaniem, do którego on należy,
więc zaimek i bezokolicznik są jedną zmianą, a nie dwiema stojącymi obok siebie.
Ruch trzyma todo/, a jego wzrok jest przy tym trzecią rzeczą:
zaimek dzierżawczy przestawia grupę imienną, a nie wypełnia pozycję w zdaniu.
Czwartą odsłoniła treść i jest z tych czterech najtańsza,
bo polszczyzna nie pisze tam zaimka wcale, tylko opuszcza podmiot:
legenda chce zdania Czeladnik znał córkę krawca. Nie wiedział, że stała pod ścianą.,
a warunek na to opuszczenie stoi i tę parę przepuszcza —
brakuje zasięgu, bo antecedensem jest dziś podmiot zdania obok,
a tu jest nim jego dopełnienie.
Czas zdania podrzędnego odsłoniła ta sama pozycja i bez niej nie było go widać,
bo dotąd każde orzeczenie tej opowieści stało obok innych, a nie pod nimi.
Czas jest własnością opowiadania,
więc opowieść stawia jeden czas wszędzie,
a polszczyzna liczy czas zdania podrzędnego wobec zdania nad nim:
Wiedział, że pod ścianą stały postaci. mówi co innego niż to samo ze stoją.
Oba te zdania są polskie, więc jest to kategoria dziedziny, a nie forma do policzenia,
i pyta ona o to, czy rzecz z dołu trwała wtedy, czy skończyła się przedtem.
Trzyma to todo/, a legenda stoi na razie na wersji przeszłej.